Nie jestem po to, by robić wrażenie… Jestem po to, by towarzyszyć.
Towarzyszę w procesie uzdrawiania, w którym to klient jest ekspertem od samego siebie.
Ja jestem kimś, kto ma narzędzia i umiejętności, by przepuścić przez siebie pytania — i zrobić miejsce na odpowiedzi.
Ale to klient na nie odpowiada.
To on zna prawdę o sobie — ta prawda już w nim jest.
Ja jestem świadkiem procesu, w którym klient kontaktuje się ze swoją prawdą i swoją mocą oraz do nich wraca.
Przypominanie sobie tego przywraca mnie do punktu pokory.
Uzdrowiciel nie jest po to, by błyszczeć ani lansować się w roli guru, lecz by towarzyszyć.
Nie jest po to, by mieć rację, ale by stwarzać przestrzeń, w której drugi człowiek może usłyszeć siebie.
A gdy to się wydarza — bez fajerwerków, za to z prawdziwą obecnością — dzieje się największa magia.
Taka, która nie potrzebuje sceny ani oklasków.
Wystarczy, że pomaga. 🤍


Dodaj komentarz