
Długo nie mogłam ruszyć z Instagramem. Miewałam zrywy: jednego dnia 10 pomysłów na posty i rolki, a potem miesiąc ciszy. Coś uwierało.
Najpierw szukałam języka. Piszę i pracuję z duchowością — łatwo tu o górnolotne zdania, za którymi niewiele stoi. A ja czuję, że duchowość to nie odlot; to część nas. Jesteśmy istotami duchowymi w ludzkim ciele. Kropka.
Masz podobnie? (zaznacz w głowie „tak/nie”)
– Masz zrywy „10 pomysłów w jeden dzień”, a potem… cisza.
– Czujesz, że musisz „brzmieć ekspercko”, zanim w ogóle coś powiesz.
– W głowie słyszysz: „to już było”, „to za płytkie”, „kim jesteś, żeby o tym mówić”.
– Zamiast pisać swoim językiem, zaczynasz brzmieć jak „poradnik”.
Kiedy już myślałam, że wiem, jak mówić o tym, co nieuchwytne — podświadomość, energia, przekonania — pojawiła się kolejna pętla: o czym właściwie mówić? „To za płytkie, to oklepane”. Potem skręt w ślepy zaułek: jak się pokazywać, jak nagrywać, jak montować. Dużo techniki, mało mnie.
W końcu zobaczyłam, o co tak naprawdę chodzi. W tle powtarzała się rada: „mów z pozycji eksperta”, „Twój przekaz powinien sprzedawać”, „pokaż, dlaczego rozwiążesz problemy klienta — i zrób to tak i tak”. A ja — dla której autentyczność i relacja są fundamentem — włożyłam na chwilę cudzą rolę. Złapałam się na haczyk autoprezentacji. To było tak bardzo nie moje, że sabotowało mówienie własnym głosem.
Migawki z tego miejsca (brzmi znajomo?)
– Siadam do posta. Zamiast pierwszego zdania słyszę głos: „napisz coś mądrego”. I… pustka.
– Mam ochotę nagrać rolkę. Włączam aparat i ciało napina się jak przed egzaminem.
– Piszę tak, jak mówię do przyjaciółki… i kasuję, bo „za mało profesjonalnie”.
Słowo „ekspert” tworzy we mnie dystans. Ustawia wyżej i niżej. Kojarzy mi się z autopromocją, a tego wokół jest dużo. Nie potrzebuję tej pozycji, żeby robić to, w czym jestem dobra.
Moja rola jest inna. Lubię cichą pracę: w skupieniu, z zaangażowaniem, blisko człowieka. To, że nie krzyczę o kompetencjach, nie znaczy, że ich nie mam. Dla mnie sens tej pracy to kompetencja + relacja. Mogę o tym mówić spokojnie. I przyciągać tych, których to uspokaja.
Poczułam ulgę: nie muszę być „ekspertką”, żeby to, co robię, było pomocne. Wolę być obecna i prawdziwa. Świat, bardziej niż kolejnych „ekspertów”, potrzebuje autentyczności, uważności i szczerej chęci współpracy. Bez pozycji „z góry”. Po ludzku.

Dodaj komentarz